Stara tiara i ptak.
Pewnie wielu z Was zdziwi post opatrzony takowym tajemniczym tytułem, ale jest to jeszcze niczym w porównaniu z uczuciami jakie może wywołać temat tego posta w kontekście Halloweenowej zawieruchy i wszechobecnego wirtualnego „helloweennieobchodzenia” i „halloweenobchodzenia”. Kolejnym krokiem będzie uświadomienie Was, że w ogóle o Halloween w tym tekście nie chodzi, co pewnie niektórzy skwitują ździebkiem rozczarowania i przełączeniem się na innego bloga tudzież stronę, która takowy temat porusza i argumentuje „za” lub „przeciw”.
Nie w tym rzecz.
Ostatnio byłam z młodszą moją ukochaną siostrą na wydarzeniu w Krakowie pod tytułem: „Harry Potter i Komnata Tajemnic in concert” (olaboga toż to prawie zahacza o Halloween xd). Bilety na ten koncert były jej prezentem urodzinowym, długo zresztą wyczekiwanym.
Obie znamy film ten na pamięć, obie śledziłyśmy losy tego młodego czarodzieja, obie chciałyśmy w jedenaste urodziny dostać list z Hogwartu i obie płakałyśmy, gdy minęła 24-ta godzina doby rocznicy jedenastych urodzin i okazało się, że jednak jesteśmy mugolami. Mimo tego jest jedna rzecz, która różni nas między sobą: wiek. A konkretnie solidne 10,5 roku wypełnione moim długim oczekiwaniem na upragnione rodzeństwo. Tego koncertu w tle z filmem słuchałyśmy więc dwie, ona – trzynastolatka i ja – dwudziestotrzylatka.
Nie pamiętam ile razy widziałam ten film, ani ile razy przeczytałam książkę, wiem, że pewne dialogi jestem w stanie wyrecytować z pamięci, a muzyka sama dzwoni mi w uszach, gdy przypominam sobie niektóre sceny. Jednak ostatni raz, gdy widziałam go od początku do końca, był dość dawno temu.
Panta rei.
Ja jestem już inna, zwracam uwagę na zupełnie inne rzeczy, widzę sens tam, gdzie kiedyś zupełnie nie potrafiłam go odnaleźć i nie widzę go tam, gdzie kiedyś był całkowicie jasny. Czas robi swoje.
Jeśli ktoś z Was oglądał kiedyś ten film lub czytał książkę wie, że Harry pod koniec trafia do tytułowej komnaty tajemnic sam, bez niczyjej pomocy, tylko z różdżką, której nie do końca potrafi używać, ale trafia tam z czystej intencji – chce uratować koleżankę, ponieważ grozi jej śmierć. Dla tych, którzy z sagą mają niewiele do czynienia, polecam wyobrazić sobie sytuację, w której wchodzicie do pokoju z wężem i macie do dyspozycji tylko drewniany kijek w ręce, a wąż ten dodatkowo zabija spojrzeniem. Proste? A jakże !
Kiedy wydaje się, że zło wygrywa, że nie ma znikąd pomocy w komnacie pojawia się ptak, który upuszcza pod nogi Harry’ego stary kapelusz – tiarę przydziału (to Ona przydzieliła go do konkretnego domu w Hogwarcie, czyli do konkretnego sposobu życia i funkcjonowania w tej szkole, do konkretnej postawy wobec życia, która będzie się kształtowała w nim aż do końca uczelni). Przedstawiciel zła – Tom Riddle vel Lord Voldemort wyśmiewa całą sytuację i nic w tym dziwnego, bo kto normalny nie śmiałby się z tego, że po deklaracji jawnej przynależności do dobra w obliczu śmierci prawie, dostajemy stary kapelusz i ptaka ?
Czy coś Ci to przypomina ? Czy może nigdy nie miałeś w życiu sytuacji, w której ktoś wyśmiewałby Twoją jawną deklarację przynależności do wiary? Wiary w Boga?
Albo czy nigdy nie miałeś/miałaś wrażenia, że w sytuacji kryzysowej, Bóg jest kompletnie głuchy na Twoje prośby i zamiast rozwiązać Twoje konflikty, to zsyła Ci stary kapelusz i ptaka?
Albo czy nie jest tak, że masz od dawna przy sobie stary kapelusz i ptaka i sam wątpisz, czy coś z tego będzie?
Te dwa przedmioty to symbol.
Symbol tego co w naszym życiu słabe i niedoskonałe, co dostaliśmy w darze, ale wydaje nam się wybrakowane i popsute, niezdatne do niczego, bezużyteczne, śmieszne, żałosne.
To może być Twoja przyjaźń, Twój dom, Twój związek, Twoje studia, praca, cokolwiek. Każdy z nas ma coś takiego.
Jednak, ważne jest to, jak kończy się cała scena.

Otóż ptak, wyłupił oczy wężowi, by nie mógł zabić spojrzeniem, a w starym kapeluszu w odpowiednim momencie pojawił się miecz, którym węża można zabić.
Wiesz… Bóg nie jest człowiekiem. On nie myśli tak jak Ty czy ja.
On ma na wszystko swój własny szalony zamysł. To co ważne, to to, by nigdy nie rezygnować i by nie uwierzyć, że stary kapelusz i ptak to tylko stary kapelusz i ptak. By ufać i wierzyć, że On – jedyny Król jest z nami zawsze tylko wymaga to otwarcia oczu. Nie pozwól sobie wmówić, że Twoje życie jest bezużyteczne, że praca bezsensowna, że nic
Cię wspaniałego już nie czeka.
Za chwilę, z tego marnego kapelusza może zmaterializować się coś, co będzie dla Ciebie ważne.
A z ptaka rozwiązanie Twoich problemów.
I widzisz nie chodzi o to, by wierzyć, że są jakieś słowa, które przy machnięciu różdżką sprawią to czy tamto. Ani w to, że trzeba jakiejś magii, by coś w naszym życiu się zmieniło. Bardziej chodzi o to, by wierzyć w czystą miłość, która opiekuje się Tobą na co dzień i jest z Tobą, gdziekolwiek się udasz.
Wtedy jakikolwiek koncert i jakikolwiek film czy książka sprawią, że do niego będziesz chciał przylgnąć, właśnie do niego.
Czekaj i pamiętaj, że moc w słabości się doskonali, a Twój własny kapelusz i ptak mogą być Twoją największą mocą.
:):*
