Mt, 10, 19-20.22

Mt, 10, 19-20.22

Tomasz

Mt, 10, 19-20.22

Było radośnie. Przyszły Święta. Teraz już mają się ku końcowi, Nasz Ojciec mówi dziś:

„Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić.
W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. […] Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia.
Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.”

 Tak sobie to czytam i myślę, że Bóg jest bardzo przewidujący. Święta to czas uniesień, radości. Nawet jeśli cały rok jesteśmy daleko od Boga, to w Święta hurtowo i marszowo idziemy do spowiedzi, potem na msze, do komunii. Na chwilę, przynajmniej w tym małym momencie roku jesteśmy blisko. Wracamy do macierzy.
Myślę, że wielu z nas podejmuje wtedy na nowo wyzwanie częstszej obecności na Eucharystii.

Jezus mówi: okej, poczekaj chwilę.
Przychodzi drugi dzień Świąt i mamy powyższy tekst z Ewangelii wg św. Mateusza.
Jaki jest sens w tym wszystkim ?

Taki sam jak wtedy, kiedy Jezus pyta się Piotra, czy ten prawdziwie go kocha. Zdradził, zagubił się, jednak kocha i to jest Jego największą siłą. Dlatego był w stanie za Jezusa umrzeć.
Po raz kolejny przypomina nam, że to miłość jest najważniejsza. Nie można stać u boku kogoś, do kogo niczego nie czujemy. Nie można wytrwać.

Jeśli prawdziwie wierzysz, to nie ma siły, byś odszedł tak daleko, by nigdy już nie wrócić. To bardzo kojarzy mi się ze sceną z Tomaszem. Myślę, że On bardzo umiłował. Chwilowo się zagubił, tak jak każdy z nas czasem się gubi. Wiedział jednak doskonale, że nie wytrwa bez maleńkiego dowodu. Tomasz… Bardzo ludzki jest w tym wszystkim.

Przypomnij sobie jakiś jeden moment, kiedy byłeś pewny tego, w co wierzysz. Jeśli nie potrafisz, poproś dobrego Boga, by Ci go ukazał lub takim Cię obdarował. Nie ma nic złego w byciu Tomaszem, który pragnie być bardziej, widzieć głębiej, zostać… dłużej, aż do śmierci.

Trzymajcie się ! Szczęść Boże ! <3

A na przyjemny wieczór: Lauren <3