Mt 21, 23-27

Mt 21, 23-27

„Jakim prawem to czynisz?”

Czasami próbuję wejść w skórę ludzi z tamtych czasów. Zobaczyć co czuli wobec Jezusa, jak się zachowywali. Tak na chłopski rozum, to jeden człowiek przewracał ich życie do góry nogami. Robił to tak jak chciał, gdzie chciał i kiedy chciał.

W tej scenie ewangelista Mateusz pokazuje nam dwie postacie. Jezusa, który reprezentuje, nazwijmy to w ten sposób, „nowy ład”, a także arcykapłanów i starszych z ludu, przedstawicieli starego porządku. Starszyzna na wschodzie to grupa osób obdarzonych niezwykłym zaufaniem społecznym. Człowiek stary jest osobą mądrą, doświadczoną, to do niej udaje się „młodzian” po radę. Arcykapłan, to najwyższa władza sakralna. Jeśli wyobrazimy sobie wagę, Jezus zostaje postawiony na jednej szalce, a na drugiej właśnie Ci reprezentanci zarówno obyczajowi, jak również sakralni. Nie wiem, czy to tylko moje odczucia, ale gdy czytam ten tekst czuję w nim niezwykłe emocje. Straszliwy żal, ból, panikę, rozpacz. Rozpacz ludzi, którym wali się na głowę cały dotychczasowy świat.

Spróbuj ogarnąć to, że Ci ludzie czekali od wieków na zbawiciela. Ten dystans czasowy ma swoje dobre i złe strony. Zdążyli nawyobrażać sobie wiele na temat „tego, który przyjdzie”, zdążyli obudować swoją wiarę murami złożonymi z tysięcy nakazów i zakazów chroniących dostępu do ich serc. Tak. Właśnie o serce tutaj chodzi. Ci ludzie nie byli źli, starali się wypełniać to, co przekazywano im z dziada pradziada z należytą dokładnością, ale zabrakło im w tym wszystkim serca. Bardzo oddalili się od Boga, czyniąc swoim bożkiem właśnie prawo. Stąd tak wiele emocji w sformułowaniu: „Jakim prawem to czynisz?”.

Wiecie, kiedy to czytam od razu staje mi przed oczami fragment powszechnie znany… o młodzieńcu, który dotrzymuje przykazań, a pyta się co ma zrobić osiągnąć życie wieczne. Wiara nie jest matematyką, jest zaprzeczeniem matematyki. Nie jest też dziennikiem, w którym jesteśmy w stanie zdobywać kolejne oceny albo pasem harcerskim z umiejętnościami. Jest relacją.

Jeśli w naszej wierze przysłonimy sobie Jezusa, zbiorem przykazań, zbiorem tego, co wolno a czego nie wolno, ciągłymi dylematami: „czy to już grzech, a może jeszcze nie?”, to Jego tam nie będzie.

Za niedługo wigilia, Boże Narodzenie. Może Jezus przyjdzie i przewróci cały Twój świat do góry nogami. Może nie będziesz już wiedzieć, gdzie jesteś, ale na pewno będziesz wiedzieć, gdzie jest On. Przy Tobie. Czasami żeby coś zbudować, trzeba coś zburzyć albo przynajmniej wywieźć stare gruzy. Pozwól mu na to. Daj się poprowadzić, On jest najlepszym kierowcą świata 🙂

Ps. Najlepsza piosenka na takie okazje <3 gorąco polecam 😀 Założę się, że w pobliżu były jakieś figowce <3

Trzymajcie się ! Szczęść Boże <3