Łk 15, 31

Łk 15, 31

<<Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko,
Ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do Ciebie należy”.>>

Dziś mamy sobotę. Sobota to dziwny troszkę dzień w liturgii słowa w Kościele.
Ostatnio tak sobie pomyślałam, że tylko ludzie którzy docierają do kościoła w sobotnie poranki mają okazję słyszeć przewidziane na dziś Słowo. Ciekawe, czy zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo są wyjątkowi !

Chciałabym natomiast dziś podzielić się z Wami pierwszym czytaniem z czwartku. Pochodzi ono z księgi Jeremiasza. Niezwykle pięknej i wzruszającej (przynajmniej dla mnie oraz pewnego księdza zwanego „fejsbukowym” 😀 ).

W tym krótkim fragmenciku, Nasz Pan porównuje nas do roślin (kocham te Jego trafne porównania xD). Mówi, byśmy zastanowili się kim tak na prawdę jesteśmy. Suchym krzakiem na stepie, czy może wspaniałym zielonym drzewem nieopodal strumienia ? No właśnie kim jesteś ? Kim ja jestem ?
Dlaczego tak ważna jest odpowiedź na to pytanie ?

A no dlatego, że mamy dziś sobotę ! I w dzisiejszej Ewangelii wg. św. Łukasza, czytamy przypowieść o synu marnotrawnym. Nic wielkiego, powiecie ! Tekst znany każdemu do dziecka, słyszany, przytaczany po milion razy, interpretowany na tryliardy sposobów (nawet malowany, jak ładnie ! Jeśli chcesz, możesz zobaczyć tutaj ).
Co ma Jeremiasz do dzisiejszej liturgii słowa ? Bardzo dużo !
Bo jeśli orzekłeś, że jesteś drzewem i nie jest z Tobą tak źle, to przyjrzyj się teraz starszemu bratu owego sławnego „marnotrawnego syna”.

POŻERA go zazdrość. Czy to coś bardzo wyjątkowego ? Ani trochę !
To najbardziej ludzka i wiarygodna dla mnie postać tej przypowieści. Bo czyż każdy z nas nie zachowuje się podobnie ?
Czy nie bywamy zazdrośni o innych w życiu, ale także w sferze duchowej ? Pewnie, że tak… ale !
Zauważ jak zachowuje się względem niego ojciec. Czy krzyczy, czy jest zdumiony, czy gniewa się ? Nie. Mówi dwa krótkie i dobitne zdania, z których pierwsze brzmi:

„Moje dziecko, 
Ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do Ciebie należy”.

Tak czasami sobie myślę, że w tej przypowieści to marnotrawnych synów jest dwóch.
Jeden, który od ojca sam odszedł, a drugi który zwątpił w jego miłość.

Edgar Degas to jeden z moich ulubionych malarzy. Jego obrazy, są tak bardzo niezwykłe. Wydają się ulotne, nieuchwytne,
tajemnicze. Tancerki były kiedyś trochę lepiej traktowane niż panie do towarzystwa, Degas obserwował je. Zachwycał się ich dynamiką, tańcem pełnym emocji, sercem, które całe wkładały w mordercze nieraz ćwiczenia.

Może wydać się Wam to dziwne, ale relacja z Bogiem jest troszkę jak taniec.
Tak jak z partnerem czasami jesteśmy od niego bliżej, czasem dalej, czasem coś nam się nie podoba, ale musimy tak jak kobieta, zgodzić się na to, że to ON partner, Nasz Bóg, nas prowadzi. To nieuchwytna relacja,
wykracza poza ramy naszego ograniczonego, ludzkiego rozumu, trochę jak klimat obrazów Degasa.

Jeśli czujesz się marnotrawnym synem, który nie ma odwagi wrócić, popatrz z jak wielką miłością i radością,
ojciec przyjmuje swoje dziecko. ON CIĄGLE na CIEBIE czeka. Nie patrz na innych, nie przejmuj się zazdrosnym
bratem, to Ty jesteś jego umiłowanym synem, córką.

Zwróć też uwagę na to, że taki krzaczorek na stepie nie ma nóżek. Nie może sam przenieść się nad wodę by wydać owoc.
Ktoś musi go przesadzić nad ten strumyk. Przesadzenie wiąże się z tym, że trafiasz do nowego miejsca. Nowego życia,
nowej ziemi. Nie można być jedną nogą w tym, a drugą w starym życiu. Inaczej będziesz tak jak powracający syn na obrazie Rembrandta (do którego linka umieściłam ciutkę wyżej), miał tylko jednego buta.

Daj się mu przesadzić. Popatrz w oczy pełne miłości.
Daj się zaprosić do niezwykłego tańca. Tańca, który czasem może odbywać się na powierzchni wzburzonego oceanu.
Ale pamiętaj… ON Cię mocno trzyma. WCIĄŻ mocno Cię trzyma.

Trzymajcie się ! <3 Szczęść Boże 😀 !

Ps. Kiedy sobie tańczymy z Jezusem, a On patrzy na mnie tak ładnie jak tylko On potrafi, lubię
słuchać tego 🙂