J 13,1
„…umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował”
Dziś Wielki Czwartek.
Pamiętacie ostatni wpis ? Mycie nóg ? To dziś się stało. Jezus
„wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany.”
Proszę Cię dziś, abyś wszedł/weszła w tę scenę. Znalazł/a się dziś między jego uczniami, daj sobie umyć nogi.
Kiedyś nie rozumiałam, dlaczego Piotr się tak denerwuje, przecież to nie jest powód do tego, by tak bardzo się denerwować, by tak strasznie wybuchać. Do czasu, gdy ktoś mi umył nogi.
Na jednych z rekolekcji na modlitwie, ksiądz który je prowadził, umył nam wszystkim nogi. Nikt, kto tego nie doświadczył, nie zna tego uczucia, gdy oddałoby się wszystko, by tylko zamienić się miejscem z tym, kto je obmywa.
To obmywanie odbywa się każdego dnia. Codziennie, gdy wstajesz rano z łóżka, doświadczasz nieustannie Jego łaski,
bo On jutro za Ciebie umrze. I umiera na każdej Mszy świętej, byś Ty mógł żyć.
To jest chrześcijaństwo. Na tym właśnie polega.
Nie jest zbiorem zakazów i nakazów, jest miłością, która została ukrzyżowana.
Dzisiejszy dzień jest także świętem wszystkich kapłanów.
Ludzi, dzięki którym ta ofiara Chrystusa może się odbywać. No właśnie… Ludzi. Oni są tylko ludźmi.
Mają prawo do błędów, grzechów, zmęczenia, upadków. Kościół został przez Chrystusa stworzony, jest jego ciałem, jednością z nim, ale nigdy nie będzie idealny, bo nie ma świecie rzeczy idealnych.
Jeśli jesteś człowiekiem, którego Kościół zranił, przebacz… Przynajmniej spróbuj, ale nie odwracaj się od Niego.
To, co dziś najbardziej chwyciło mnie za serce, to zdanie w którym jest napisane „…umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował”. Zastanawiałam się, co znaczy to zdanie. Co to właściwie znaczy „umiłować kogoś do końca” ?
Tak sobie myślę, że miłość niemierzalna jest. Tylko, że my myślimy bardzo po ludzku.
Kiedy siedzimy na morzem i widzimy horyzont, dla nas jest jakiś koniec, jakaś granica między morzem a niebem.
Bóg widzi dalej, głębiej, jest jakby po drugiej stronie tego horyzontu. Skoro stworzył miłość, wie też, gdzie ona się kończy, więc tylko On może miłować „do końca”.
Dzisiaj, zupełnie nie wiem dlaczego, moje myśli stale krążą wokół filmu Gladiator. Widziałam go dziesiątki razy, za każdym razem tak samo mnie zachwyca. Moją ulubioną sceną jest ta pokazana na obrazku wyżej.
Jest coś tak bardzo pięknego w tym ujęciu, gdy Maximus wraca do domu. Gdy jego ręka muska delikatnie zboże, które sam zasadził. Jeszcze nie wie, co go czeka. Jeszcze nie dotarł do domu i rodziny, które mu zabrano.
To jest Wielki Czwartek. Taki moment „przed”. Gdy cały świat czeka na śmierć syna Stwórcy.
Tak myślę, że Bóg to taki Gladiator trochę (niekoniecznie Maximus), bo on też traci wszystko, co kocha najbardziej.
Lecz jak wielka jest jego siła, która nie szuka zemsty, która wydała syna na śmierć za wielu.
Na początku tego filmu, został pokazany Marek Aureliusz. Ten niezwykły cesarz – filozof, stoik, powiedział:
Popatrz, jak szybko wszystko ulega zapomnieniu!
Nie zapominaj o tym, co ważne. Pamiętaj, że On umiłował Cię do końca.
Trzymajcie się ! <3 Szczęść Boże 🙂
Ps. Idąc za tropem Gladiatora, proponuję dziś posłuchać tego, piękny głos Lisy Gerrard jakoś pasuje mi do dzisiejszego dnia. Jeśli masz ochotę, możesz także posłuchać nieco innego wykonania 🙂
