Pan Jezus bierze krzyż na swe ramiona

Pan Jezus bierze krzyż na swe ramiona

Kłaniamy Ci się Panie Jezu, Chryste, 
i błogosławimy Ciebie, żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

Rozpoczął się proces „zabijania Boga”. Zabijania tego, w co niegdyś tak mocno wierzono, i kogoś, w kim pokładano nadzieję i przekonanie o bliskiej obecności.
Wytwór człowieka z boskiej natury jest narzędziem morderstwa.
Tak jak to biedne drzewo zostało przekształcone przez ludzkie ręce w celach niecnych, tak w życiu przekształcamy dobre, pierwotne instynkty, nazywane nieraz drwiąco „dziecinnymi”, w coś służącego złu. To nie dzieje się otwarcie ani „na widoku”, tak jak w opisie Drogi Krzyżowej nie znamy postaci stolarza krzyża. A przecież ktoś musiał go zwyczajnie zrobić.

W momencie nakładania krzyża na barki Jezusa, upada świat, który On sam stworzył.
Upada wspólnota, uczniowie, ludzie, którzy byli wokół Niego. Całe dobro, które niegdyś wypracował, którym pociągał innych. Światło, które tliło się w ludziach zgromadzonych wokół Niego, zgasło. Mogłoby się wydawać, że Zło zwycięża. Że to już koniec.
Że Bóg umarł. Że go już nie ma. Że jest pokonany.

Ale czy tak jest?

Czy zawsze gdy nastanie ciemność jest ona tak duża, że nie można jej pokonać nawet płomieniem małej świecy ?
Tak jak zło niepostrzeżenie niszczy „boski” świat, tak dobro niepostrzeżenie, cicho i nieśmiało to zło przełamuje.

Przecież jest jakieś dalej.
Mamy 2017 rok. On ciągle trwa w Naszych sercach.

Na prawdę myślisz, że jeśli jesteś w ciemności i w Twoim życiu Bóg umarł, to nie ma już szans na jakieś „dalej”? Że skoro cały świat, który w Tobie wypracował, wszystkie ideały, które Ci wpoił, to czego Cię nauczył runęło w gruzach, to jest to już koniec ?

On z największej ciemności, jest w stanie wypracować dobro.
Dlatego, gdy wkładali mu na ramiona krzyż, był tak spokojny.
Wiedział, że Droga Krzyżowa to tylko wstęp.
Wstęp do nowej rzeczywistości.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

Ps. Obraz, który nam dziś towarzyszy to „Alegoria marności ludzkiego życia” Harmena Steenwijcka. W baroku motyw vanitas wręcz królował w sztuce, przypominając o ulotności, marności i przyszłym końcu życia. Trochę depresyjne, no nie ? Kluczowa, na obrazach przedstawiających ten motyw, jest obecność świecy. Jeśli jeszcze się pali, to znak, że artysta chce nam powiedzieć, że jeszcze nie wszystko stracone. Jeszcze jest nadzieja. Jeśli widzimy tylko dym ulatniający się ze spalonej świecy… Sami możecie rozstrzygnąć, o co chodzi i w jakim stanie psychicznym był. Chodzi w życiu o to, by nigdy nie nie dać przyzwolenia na to, by ta świeca zgasła. Miej zawsze nadzieję 😉

Ps 2. Dziś w zakładce muzycznej (haha xD) nie ma muzyki. Jest za to filmik. To fragment filmu „Władca Pierścieni”. Jeszcze chyba nie wiecie, że to trylogia, którą mogłabym oglądać i czytać do końca mojego życia bez przerwy. Scena, którą Wam proponuję, to moment w którym nadzieja wygrywa. Światła palące się na szczytach gór, to znak, że Gondor nie jest sam, a reszta pomoże mu w walce ze Złem – Sauronem. Niech się ogląda dobrze 🙂