To nie jest wybór.

To nie jest wybór.

Być może ten post Was zdziwi. Być może będzie moim końcem na tym blogu, być może wiele osób poczuje się dotkniętych i zbulwersowanych. Ale czasem milczeć się nie da i nie można.

10.09.20r. ukazał się artykuł o tytule „Lekcja oddychania” w Gościu Niedzielnym. Opis tego artykułu, skrót, który znalazł się przy wpisie promującym go na Facebooku wklejam poniżej.

Artykuł jest płatny. Kosztuje tylko 1,23 zł i postanowiłam przeczytać go w całości, dać mu szansę. Jednak moje lekarskie serce i dusza, cała rwie się, żeby kilka rzeczy sprostować.

  1. Ci „tnący się młodzi ludzie”.

    Myślę, że żaden opis nie odda jak bardzo mi przykro, gdy czytam jak zostały nazwane osoby dokonujące samouszkodzeń. Sądzę, że w pracy dziennikarza ważny jest dobór słów, ważne jest to jak pewne objawy są nazywane. Nie mówimy o ludziach w piśmiennictwie przekazywanym do szerszej publiki, że są „grubi”, używamy słowa „otyłość”. Kiedyś mówiono o dzieciach z upośledzeniem rozwoju „kretyn”, bo zaburzenie nazywano „kretynizmem”, jednak od dawna się go nie używa. Czy nazwanie osób z samouszkodzeniami miało na celu jakieś wyśmianie, czy też zwrócenie uwagi na nieprawidłowość ich zachowań – tego nie wiem. Chciałabym ufać, że jest to tylko „click bait” (abstrahując od tego, jak źle to brzmi i jak bardzo jest krzywdzące).
  2. Trochę o epidemiologi…

    „Szacuje się, że około 21% hospitalizowanych osób dorosłych (Biere i Gil, 1998) i 30–40% hospitalizowanych ado- lescentów dokonuje samouszkodzeń bez tendencji samobójczych (Jacobson et al., 2008). W populacji ogólnej wskaźniki te są niższe i wynoszą odpowiednio 4–6% i 13–29% (Baetens et al., 2011; Brausch i Gutierrez, 2010). Samouszkodzenia zwykle mają początek w okresie dojrzewania i najczęściej występują między 13. a 15. rokiem życia, co sprawia, że adolescencję uznaje się za czas zwiększonego ryzyka dokonywania samouszkodzeń.”

    „Samookaleczenia bez intencji samobójczej a zachowania samobójcze.”
    Iwona Makowska, Agnieszka Gmitrowicz
    © Psychiatr Psychol Klin 2018, 18 (2), p. 173–179 DOI: 10.15557/PiPK.2018.0020

    Jak widzicie to nie jest coś co zdarza się rzadko. To nie jest też coś co można zbagatelizować. Jeśli zastanowimy się, dlaczego tak wielu dorosłych dokonuje samouszkodzeń, to można domyślić się, że wiele dzieci nie otrzymało pomocy na wcześniejszym etapie swojego życia…

  3. Czy jest to istotny problem?

    „Okazało się, że (1) samookaleczenia występują u młodzieży i młodych dorosłych z istotnie wyższą częstością niż zaburzenia osobowości typu borderline w populacji ogólnej [9–12], […] oraz (3) samookaleczenia mogą towarzyszyć myślom i tendencjom samobójczym lub stanowić silny predyktor dla podejmowanych prób samobójczych [1, 2, 8, 14–16].”
    „Szacuje się, że około 24–63% nastolatków dokonujących samouszkodzeń prezentuje zaburzenia zachowania, przy czym od 14 do 60% dodatkowo zażywa substancje psychoaktywne [11, 24]. W grupach samookaleczających się adolescentów stwierdzono istotnie wyższe odsetki zaburzeń lękowych, zaburzeń afektywnych (szczególnie depresyjnych), myśli i prób samobójczych oraz zaburzeń odżywiania (bulimii oraz podtypu bulimicznego jadłowstrętu psychicznego) [1, 3, 8, 11, 24–26].

  4. Co może więc powodować, że młoda osoba w ten sposób radzi sobie z problemami?

    „Wśród innych czynników ryzyka niezwykle istotną rolę odgrywają czynniki rodzinne oraz związane z doświadczeniem traumatycznym. Na podstawie wyników dostępnych badań można stwierdzić, że najsilniejszymi predykatorami są niestabilne lub traumatyczne relacje z najbliższymi, zaburzona więź lub przedwczesna separacja od rodziców/opiekunów, rozwód rodziców lub śmierć jednego z nich, nadmierna krytyka rodzicielska, brak wsparcia ze strony najbliższych, problem alkoholowy w rodzinie, wydarzenia traumatyczne w dzieciństwie, w tym przemoc fizyczna lub seksualna [3, 11, 12, 24–29]. Jak się wydaje, istnieje związek między rodzajem negatywnych doświadczeń a płcią osób dokonujących samouszkodzeń. W przypadku kobiet najsilniejszymi czynnikami ryzyka są zaniedbywanie emocjonalne przez rodziców, niestabilna więź z ojcem oraz doświadczenie molestowania seksualnego w dzieciństwie, w przypadku mężczyzn zaś przedwczesna separacja w dzieciństwie, zwłaszcza z ojcem oraz doświadczenie przemocy fizycznej [28].

    Mimo dużej uniwersalności teorii odnoszących się do mechanizmów warunkujących powstawanie i podtrzymywanie samouszkodzeń niezwykle istotne wydaje się przeprowadzenie w przypadku każdego pacjenta (1) identyfikacji indywidualnych czynników ryzyka oraz (2) analizy behawioralnej (czynniki poprzedzające i konsekwencje podjętego zachowania) i konceptualizacji poznawczej problemu (przekonania dotyczące własnej osoby, innych oraz roli samookaleczeń).”

    „Samouszkodzenia – miejsce w klasyfikacjach zaburzeń psychicznych, czynniki ryzyka i mechanizmy kształtujące. Przegląd badań.”
    Psychiatr. Pol. 2017; 51(2): 323–334
    PL ISSN 0033-2674 (PRINT), ISSN 2391-5854 (ONLINE) www.psychiatriapolska.pl DOI: https://doi.org/10.12740/PP/PP/62655

  5. Czy więc samookaleczenia mogą prowadzić do czegoś więcej?

    „Wykazano, że adolescenci, którzy dokonują zamierzonych samouszkodzeń bez intencji samobójczych, np. przez nacinanie lub przypalanie skóry, przyjmowanie leków lub substancji niespożywczych, istotnie częściej umierają z powodu samobójstw niż badani z grup kontrolnych. Młodzież leczona psychiatrycznie dokonuje samouszkodzeń 2- lub 3-krotnie częściej niż młodzież bez zaburzeń psychicznych.”

  6. Czy więc można zbagatelizować samouszkodzenia młodych ludzi?

    Monitorowanie zamierzonych samouszkodzeń bez tendencji samobójczych jest ważnym elementem prewencji samobójstw.
    „Niestety samobójstwa dzieci 12-13 letnich stanowią poważny problem społeczny. W Polsce co piąty zgon adolescenta spowodowany jest samobójstwem, a współczynnik samobójstw w grupie wiekowej 15-19 lat wynosi 15,6/100 tysięcy.”
    „Psychiatria. Podręcznik dla studentów medycyny.”
    prof. dr hab. n. med. Marek Jarema, wyd II (2016r.).

    Jak widzicie NIE. Nie można samookaleczeń nazywać wyborem. Nie można ich bagatelizować. Nie można takich osób oceniać. Trzeba im zaoferować pomoc, zaopiekować się nimi.
    Pomocą jest psychoterapia, wizyta u psychiatry, odnalezienie czynników ryzyka, zbadanie tendencji i myśli samobójczych. Dobre słowo jest dobre, ale nie wystarczające.
    Chciałabym, abyśmy potrafili nie deprecjonować czyjegoś cierpienia. Żebyśmy pamiętali o tym, że każdy ma inną wrażliwość i zdolność radzenia sobie w różnych sytuacjach. Nie można mówić komuś, że jego ból nie jest adekwatny, bo ktoś ma gorzej. Gdy prześledzicie Ewangelię to zobaczycie, że Jezus nigdy nikomu, kto go o coś prosił, nie odpowiedział w ten sposób. Nie powiedział człowiekowi z uschniętą ręką: „wiesz co, nie narzekaj, w zeszłym tygodniu uzdrowiłem paralityka, ten dopiero miał źle!”. Ja, i sądzę, że wiele osób ma podobny problem i podobnie mówi ludziom. Uczę się, aby tak nie mówić…
    Chcę, abyście dobrze zrozumieli mój post… Ten artykuł trafił do całej armii osób: 1,5 tyś osób zareagowało na ten post, pojawiło się 186 komentarzy, których nie czytałam, bojąc się co tam znajdę.
    To znaczy, że cała armia osób przeczytała artykuł w którym bagatelizuje się problem nazywając go „tnącymi się młodymi ludźmi”, którzy „mają wybór”. Nikt tu nie pisze, aby im pomóc, aby im pomóc w sposób posiadający ręce i nogi. Mówi się tylko o tym, że mają wybór i że inny mają od nich gorzej. To mogła przeczytać twoja mama, babcia, tata, dziadek, może rodzeństwo, znajomi, przyjaciele. Czy ten artykuł spowoduje, że spojrzą oni na ciebie jak na kogoś kto potrzebuje fachowej pomocy?
    Mam nadzieję, że tak…

    Dziś nie będzie muzyki na koniec, bo jestem smutna i zaniepokojona. Może ten post to „overreacting”. Może i tak, ale sądzę, że obrona tych „młodych tnących się ludzi” jest tego warta 🙂
    Dbajcie o siebie, szukajcie pomocy. Pamiętajcie, że modlitwa nie jest psychoterapią, a spowiedź wizytą u psychiatry. One jeśli współistnieją, dają człowiekowi niesamowitą siłę, ale tylko jeśli współistnieją, a nie są jedna zamiast drugiej.

    Miejcie dobry dzień :*.