W świecie smoków, tronu i mieczy. Czego możemy nauczyć się od Jona Snowa?

Od dziecka żyłam w świecie fantastyki. Kochałam (i kocham nadal !) smoki, elfy, zaczarowane lasy, bitwy, wojowników w skórzanych zbrojach z długimi włosami oraz piękne, dostojne kobiety o wielkiej mocy. Nic więc dziwnego w tym, że kiedy stacja HBO zaczęła emitować „Grę o tron” zasiadłam przed telewizorem. Po pierwszych trzech odcinkach stwierdziłam, że to nie dla mnie. Że jest to serial zły do szpiku kości, propagujący wyuzdanie, nieczystość, chciwość, niezwykle demoralizujący. Porzuciłam go, jedynie co jakiś czas korzystając z okazji spędzenia z tatą godzinki przed telewizorem, oglądałam do towarzystwa, będąc jednak „w miarę” na bieżąco z fabułą. Dopiero w te wakacje zaczęłam oglądać powtórki zeszłych sezonów. Po kilku odcinkach bogatych w zdrady, morderstwa, chciwość, ale też przyjaźń, miłość, odwagę i honor, zrozumiałam, jak bardzo pochopnie oceniłam cały serial. Tak jak zwykle kiedy patrzymy na coś pobieżnie, zbyt szybko podejmujemy decyzję i pomijamy detale, które nadają tej rzeczy zasadniczy sens. Nie będzie faktem zaskakującym dla innych fanów, że moją ulubioną postacią stał się John Snow. Moim zdaniem każdy może nauczyć się od Niego kilku rzeczy.

Tak, nie jest zbyt piękny, ale i tak nie zdążyłabym go poprawić, więc daję Wam, to co mam xD

Pochodzenie
Jon Snow nie zna swojej matki, jest bękartem (synem z nieprawego łoża – bez prawa do nazwiska po ojcu oraz prawa do dziedziczenia po nim) pogardzanym przez swoją macochę. Nie wie o sobie nic. Poznajemy go jako odmieńca, który nie należy nigdzie. Jak możesz się domyślać, jego pochodzenie jest dla niego wielkim ciężarem. Z jednej strony jego ojcem jest wspaniały człowiek, dzielny rycerz, z drugiej jest on traktowany jako gorsza kategoria ludzi.
Ale.
Tak jego historia się nie kończy.
John uczynił ze swojej przeszłości i pochodzenia wielką moc. Pogodził się z nią i zaakceptował. Nie mówił sobie, że nie nadaje się do tego i tamtego, ponieważ jest bękartem. Przyjmował to, co zsyłał mu los i starał się robić jak najlepiej, to co powinno się w danej sytuacji uczynić. Tym zaskarbił sobie wierność i miłość ludzi, którzy go otaczali.
Do tego stopnia potrafił zaskarbić sobie wierność i miłość ludzi wokół siebie, że został Królem Północy.
To nie Twoja przeszłość tworzy Ciebie, to Ty tworzysz razem z Bogiem swoją teraźniejszość i przyszłość.
Pewien znajomy ksiądz mawia, że trzeba być zawsze całym sobą w tym miejscu w którym jesteśmy. Tak długo jak będziemy patrzeć w przeszłość lub przyszłość, tak długo teraźniejszość będzie przez nas zaniedbana.
Upór
Nie wiem jak Wy, ale ja często mam w życiu tak, że rezygnuję. Jeśli coś mi nie wychodzi, sprawia duży problem, postanawiam z tego zrezygnować. John nie rezygnuje. Wie co powinno się uczynić i broni tego bez względu na osobiste konsekwencje. Gdy jako Lord Dowódca Nocnej Straży czyni niezgodny z wolą braci ruch mający pomóc im w walce ze złem, zostaje zawiązany przeciw niemu spisek. Kilkoro braci wyprowadza go podstępem z komnat i zabija sztyletami. Czy potrafisz bronić swoich wartości, tego co piękne, prawdziwe, dobre tak mocno, że byłbyś w stanie za to umrzeć? Ja, parę lat temu odpowiedziałabym, że tak. Dziś, nie wiem, a świadomość, że łatwo powiedzieć, a trudniej uczynić zdecydowanie temu nie pomaga. Jon broni słusznej sprawy aż do końca siódmego sezonu, bez względu na konsekwencje. Stara się, by wzajemne utarczki, niezgoda, morderstwa między walczącymi o tron stronami, poszły w niepamięć, by skupić się na prawdziwym wrogu.
Dobre serce
„Nauczycielu cóż mam czynić, aby stać się dobrym?” O to spytał młodzieniec Jezusa. Co to tak na prawdę znaczy, że ktoś ma dobre serce?
Świat „Gry o tron” jest rzeczywistością niezwykle okrutną. Pośród całej gamy bohaterów „bez serca” pojawia się John, który zwyczajnie troszczy się o ludzi. Wiesz, to może wydawać się bardzo trywialne i prościutkie… Ale czy dzisiaj nie jest tak, że każdy patrzy tylko na siebie? Że boimy się spoglądać ludziom w oczy, boimy się słuchać o ich problemach, bo być może będziemy jedynymi osobami, które mogą im pomóc. Odpowiedzialności się boimy dziś moi Państwo, jak ognia.
Rodzina
Rodzina wiąże się z pochodzeniem powiecie. Ale chodzi mi tutaj o kwestię przywiązania do osób, które są wokół nas. Tak jak wyżej napisałam, Jon nie ma rodziny prawdziwej (poprzez wiązy krwi), jednak kocha tych, który są wokół niego i potrafi dla nich wiele poświęcić. Myślę, że jest nam czasem bardzo trudno zaakceptować nasze rodziny takimi jakie są. Każdy z nas jest inny, każdy ma inny charakter, pragnienia, cele, marzenia. Ważne, by kochać tych, którzy z nami są. To trudne, jasne że tak, ale warto czasem zagryźć zęby.
Nie doceniamy często tego czasu, który możemy spędzić z najbliższymi, a przecież nie wiadomo ile mamy czasu…

https://qph.ec.quoracdn.net/main-qimg-d19d02fdf416815f23969fbe9aa7a47d

Może niektórym ten wpis wyda się dziwny, niecodzienny, nie na miejscu i w ogóle niezwiązany z tematyką tego bloga. Jednak nie będzie to właściwe myślenie. Kiedyś sądziłam, że pozytywnych rzeczy można szukać tylko tam, gdzie jest z góry wiadome iż są to treści „pobożne”, „pozytywne”. Z biegiem czasu widzę, że trudniej jest z dystansem patrzeć na to, co nas otacza, zrobić mały krok do tyłu, dokładnie tak, jak powinno się uczynić oglądając obrazy mistrzów pędzla. Detale są istotne, jednak kiedy to one są na pierwszym planie, zatracamy obraz całości. To trochę tak, jak z rzeczywistością, która nas otacza, szkoła, praca, uczelnia, autobus, galeria handlowa, to miejsca „zwykłe”, „codzienne”, a przecież tam też możesz spotkać Boga. Możesz nauczyć się czegoś, wyciągnąć wnioski i zastosować je do swojego życia. Bóg jest wszędzie, jeśli tylko potrafisz go ujrzeć.
Według mnie postać Jona jest niezwykle pozytywna. Nie jest on ideałem, czasem robi coś „nieodpowiedniego”. Nie zawsze daje radę, ale stara się. I chyba o to staranie się, właśnie chodzi.
Wrzucam Wam link do filmiku o nim, niezwykle wzruszającego. Niestety jest po angielsku, ale w ramach polepszania swoich językowych umiejętności, polecam go wszystkim bardzo serdecznie.
:):*