Czego może nauczyć Wielki Post i jak trudna może być długa droga do domu?

Jako nastolatka zachwycałam się filmem Edward Nożycoręki.
Przystrzyżone alejki, upięte nienagannie koczki, wyczyszczone fasady domostw i ludzie wymalowani i uśmiechnięci byli dla mnie symbolem świata zepsutego. Świata tak poukładanego, sztucznego i zakłamanego, w którym nie ma miejsca na uczucia. Nie ma miejsca na spontaniczną miłość i czarnego dla kontrastu Edwarda z nieporecznymi dłońmi, lecz pięknym, otwartym, dobrym sercem. Artystyczny wewnętrzny bunt w połączeniu z otwartym umysłem pełnym wielu pomysłów i skrajnych emocji zupełnie nie współgrał z zewnętrznym obrazem małej, cichej, dziewczynki w blezerku w kratkę, okularkami, nosem w książkach i prawie samymi szóstkami.
Piszę o tym dlatego, że czasem by dojść do źródła trzeba wrócić się do początku, wrócić do domu i poczuć zapach przysłowiowych maminych wypieków w znajomych progach, a to czasem może być bardzo trudne.

Gdyby się kto pytał, to nasze piękne polskie Bieszczady <3

Mój wielki post był (w sumie jeszcze ciągle jest) bardzo dziwny. Nieprzewidywalny i zupełnie nie taki jak sobie zaplanowałam. Był zupełnie taki jak świat w Edwardzie Nożycorekim, z tą różnicą że rzeczywistość była Edwardem, a moje pragnienia i plany cukierkowatą rzeczywistością, którą niegdyś tak bardzo pogardzałam.

W momencie gdy rzeczywistość zupełnie zaczęła wymykać się spod kontroli, siły pozostało już tylko tyle ile ma w sobie bak na końcówce rezerwy, przyszła myśl, że Tylko On może pomóc. Tylko on jest w stanie z tego uczynić cudnie uformowaną rzeźbę. Tylko On jest w stanie złożyć to wszystko do kupy i zrobic z tego coś pięknego, inaczej umrę. Rozpadnę się na kawałki i rozsypię po podłodze tak bardzo, że nikt nigdy nie zauważy, że coś w tym miejscu kiedykolwiek było.

Najdziwniejsze i najpiękniejsze jest to, że miłość której potwierdzenia tak długo szukałam i bliskość której tak bardzo ciągle mi brakowało, trwała. On był ze mną w każdej sekundzie, w każdym momencie. I każda myśl była modlitwą. I każdy dobry gest każdego człowieka, był jego dziełem.
Miałam bowiem dojść do domu. I zobaczyć, że w poukładanym życiu i poukładanej cukierkowatej rzeczywistości, nie ma dla Niego miejsca. Nie ma miejsca na miłość.
A jeśli nie ma na nią miejsca, to jak można oczekiwać jej odczuwania ?

Pośród zawieruchy i burzy, poczułam zapach maminych wypieków i znajome progi, które poprowadziły na głębokie wody bezkresnego oceanu.
Gdzie indziej mogłabym trafić jak nie na powierzchnię jeziora Genezaret, na którym czeka On i zaprasza do tańca po powierzchni ?
Czy może być coś bardziej przewidywalnego niż nieprzewidywalny Jezus na końcu drogi ?
Chyba nie.
Cuda nad cudami dzieją się tam, gdzie nikt ich się nie spodziewa. Dzieją się tam, gdzie poukładana rzeczywistość zupełnie się kończy, a zaczyna miejsce dla Edwarda z krwi i kości.

Trzymajcie się… Jezusa ! 🙏🏻😇💪🏻💃🏻