Pozwolić Bogu odejść
Wczoraj Bóg umarł…
Umarł stworzony przez Niego świat, stworzona przez niego wspólnota ludzi.
Ludzi, którzy ideałami zdecydowanie nie byli. Ludzi z krwi i kości, z własnymi problemami, strachami, i niezdecydowaniem, niewiarą.
Pod krzyżem nie stali wszyscy.
To miejsce tylko dla tych najtwardszych. Dla tych którzy wyrzekli się własnego bólu, by spojrzeć w Jego twarz po raz ostatni. Dla tych którzy nie uciekli od Jego i własnego cierpienia.
Tak jak przyszedł nieoczekiwanie i w sposób zupełnie nieadekwatny do boskiej natury wg naszego myślenia, tak odchodzi w sposób dla nas zupełnie niezrozumiały. Wzgardzony i okrutnie wyszydzony.
Gdy odszedł, zdjęli Jego wątłe ciało i dali Jego matce na kolana.
Tak jak trzymała Jego małe rączki, gdy się urodził, teraz Jego bezwładne ciało wzięła otatni raz na kolana.
By być przy Jezusie trzeba wielkiej odwagi i siły.
Trzeba też ogromnej miłości.
Miłości, która jest tak wielka, że pozwala tej drugiej osobie odejść.
Pozwala mu umyć sobie nogi. Pozwala na własne zbawienie.
Tak jak życie każdego z nas zatacza kało, tak Jego życie wplotło się w lasz los nierozerwalnie.
Tak jak potrzebował ludzi, by przyjść na świat, tak potrzebował ludzi, by owinęli Jego ciało w płótno i złożyli je w grobie.
Tak pozwolił nam przyjąć go na świat, tak też my z tego świata musimy go pożegnać.
Pozwolić Bogu odejść, to znaczy pozwolić mu na to, by On przyszedł ponownie tak jak tylko On tego chce.
On jest Bogiem.
Zawsze jest i będzie o krok przed nami, a Jego decyzje i plany są zupełnie odmienne od naszych.
Im bardziej Boga nie rozumiesz, tym bardziej On w Twoim życiu działa i objawia się prawdziwie jako Bóg.
Pozwól mu odejść, po to by mógł do Ciebie przyjść dziś w nocy i objawić Ci się na nowo.
