Niesamowite kobiety

Niesamowite kobiety

Jeśli mnie czytasz od czasu do czasu lub chociaż śledziłeś w czasie Wielkiego Tygodnia, wiesz, że lubię przyglądać się relacjom. Lubię patrzeć na gesty, spojrzenia, na okoliczności różnych zdarzeń. Kilka razy w tym ostatnim czasie przyglądałam się relacji Marty, Marii i Jezusa. Te kobiety bezsprzecznie można nazwać przyjaciółkami Jezusa. Zawsze spoglądałam na nie bardzo stereotypowo.
Maria – to ta, która jest łagodnym barankiem, mistyczka, wpatrzona w Jezusa, adorująca.
Marta – osadzona w codzienności, pracująca, troszcząca się codzienność, dbająca o innych trochę na sposób takiej Pani Domu i prawdziewej mamy.
Tak… Wiem… Bardzo powierzchownie.

Można pisać o nich wiele, ja natomiast skupię się na tym co jest dla mnie osobistym odkryciem w tej relacji.

Siła

Jeśli popatrzymy na relacje kobiet i mężczyzn w społecznościach żydowskich to wymaga uwagi fakt, że kobiety to słaba płeć. Ta „gorsza” wręcz. To mężczyźni poznają Torę, zdobywają doświadczenie, uczestniczą w nabożeństwach w synagodze w samym środku. Kobieta ma być niewinna, nie mówić zbyt dużo, myśleć mało, ma być dobrą matką, żoną.
Jeśli popatrzymy na obie kobiety zarówno Martę, jak i Marię, to nie odnosimy takie wrażenia. One uczestniczą w ważnych chwilach, co więcej to one są często bohaterkami scen. Odzywają się zawsze, jeśli jakaś scena ich dotyczy. Wreszcie… Nie boją się mężczyn, dbają o swoją relację z Jezusem, walczą o nią całym sercem. To one idą z wonnościami do grobu świtem. Nie rozpaczają u siebie. Idą.
Siłę trzema mieć i odwagę, żeby pośród gromady mężczyzn podejść do Jezusa i obmyć mu olejkiem stopy… Jak bardzo silną kobietą trzeba być…

 

Mają swoje zdanie

Znasz pewnie słynną scenę, gdy Maria patrzyła na Jezusa, a Marta zapracowana w kuchni zdenerwowała się i poprosiła Jezusa o interwencję. Wiecie zwykle skupiamy się na tym, co Jezus powiedział o Marii. Ale popatrz, że ona miała swoje zdanie! Wyraziła je. Nie siedziała pokornie w kuchni, nie denerwowała się na samą siebie, tylko wyraziła swoje zdanie na ten temat.

Potrafią się wkurzyć

To, co najbardziej mną wstrząsnęło, to scena, gdy umarł Łazarz. Jezus wraca do Betanii, a Marta wychodzi na przeciw. To zdanie, które pada w rozmowie: Gdybyś tu był, mój brat by nie umarł… Jeśli wczujemy się w sytuację, to mam wrażenie, że to zdanie wyraża ból, pretensję, żal. Jezus zostaje wręcz napadnięty, ale ku mojemu zdziwieniu, On nie umniejsza ich cierpieniu. On nie mówi: uspokój się, nie cierp, bo przecież wierzysz w zmartwychwstanie. Wiecie, mam wrażenie czasem, że my lubimy mówić komuś, żeby nie cierpiał, mówimy by ufać Bogu, by modlić się i tak dalej… Ale pierwszy raz w tym Wielkim Tygodniu, zobaczyłam Jezusa jako tego, który ludzkiego cierpienia nie przekreśla, nie umniejsza. On współczuje…

Mają swoją osobowość, nie są płaskie ani nijakie.

Zobacz, że one obie mają swoją osobowość. Wywalczoną, ukształtowaną.

Może wszystko co napisałam nie poruszy Was tak, jak mnie. Ale ja częściej w życiu myślałam, że nie wolno mi cierpień, bo ludzie głęboko wierzący nie cierpią. Że nie wolno mi mieć swojego zdania, bo przecież muszę być gotowa na każdą wolę Boga. Że nie mogę się wkurzać, bo to nie przystoi, nie na Boga przecież, a na ludzi to już w ogóle.
Dużo walczyłam o swoją osobowość, to Jezus bardzo walczył, żebym siebie poznała, żebym była taka jaka jestem i żebym uwierzyła w swoje piękno.
Chciałam się z Wami tym podzielić, szczególnie dlatego, że obejrzałam ostatnio serial: „Unorthodox”. To ile mam w sobie myśli, wzruszeń i przemyśleń po tym serialu nie da się krótko opisać.
Cieszmy się, że mamy takiego Boga, który ceni nas – kobiety. Który pragnie, byśmy były sobą, byśmy były silne, miały swoje zdanie, miały swoje marzenia i dążyły do ich realizacji. Abyśmy miały pasje, zainteresowania. Abyśmy kochały, ale i były kochane. Byśmy opiekowały się słabszymi, innymi, ale i aby nami ktoś się opiekował. Po prostu byśmy były szczęśliwe.

Buźka ;*

Ps. Dziś podsyłam Wam piosenkę cudownej kobiety, którą podziwiam w ostatnim czasie za jej wrażliwość i dążenie do spełniania marzeń – przed Wami Hania Rani.

Ps. 2. Ten obraz to portret Fridy. Pomijając jej poglądy, to dopiero była silna kobieta! Zawsze chciałam ją namalować, kwarantanna umożliwiła to wreszcie 🙂