Ewangelia o człowieku
Od jakiego czasu narasta we mnie pragnienie napisania o fragmencie Ewangelii, który chodzi za mną usilnie, dzisiejsza sytuacja sprawiła, że coś we mnie pękło.
Razem z dwójką innych praktykantów zostaliśmy poproszeni o przetransportowanie pewnej 85 letniej pani na badanie. Cała roztrzęsiona, zapłakana, przerażona pojechała z nami, by „wjechać do rury” i dowiedzieć się, co jest w środku jej brzucha. Pech chciał, że ta starsza pani, z pomarszczoną twarzą, nieruchomą nogą, słabymi rękami musiała czekać ponad godzinę z powodu awarii tomografu. Pech, a może nie pech, lecz szczęście. Wreszcie ktoś miał dla niej czas. Wreszcie od wielu dni mogła z kimś porozmawiać, ktoś chciał jej wysłuchać. To niesamowite, jak zwykła rozmowa może zmienić stan chorego. Gdy na jej twarzy pojawił się uśmiech, podczas gdy opowiadała nam o swoim dzieciństwie na wsi, śmierci ojca w młodym wieku, cieście upieczonym przez sąsiadkę, gdy miała kilka lat, wydała się bardziej człowiekiem. Bardziej kobietą, bardziej kimś kogo dusza, tak bardzo pragnie żyć.
Powiedziała nam, że gdy chodzi się po lesie, nikt nie zwraca uwagi na mały kwiatek rosnący koło ścieżki, a przecież on też chce żyć. On też jest piękny. Czy mówiła wtedy o sobie ? Być może…

Gdy Jezus szedł uzdrowić córkę strażnika synagogi, jego szaty dotknęła kobieta cierpiąca na krwotok od 12 lat. On jej nie zostawił, pytał, kto go dotknął, dociekał, aż ostatecznie się odnalazła. Zatroszczył się o ten mały kwiatuszek, który tak bardzo pragnął żyć. Zostawił wszystkie owce dla jednej zabłąkanej owieczki.
Mam wrażenie, a raczej wiem na pewno, że najgorszym wrogiem dobra w naszym świecie jest czas. Zegar tyka nieubłaganie i ciągle woła o zwiększenie prędkości. Uwielbiam Jezusa w tym, że on zawsze potrafił się zatrzymać. To jest chyba w dzisiejszych czasach najtrudniejsze.
W tym fragmencie jest jeszcze jedna postać. Ojciec. Ojciec, który zostawił swoje dziecko, rodzinę, by szukać Jezusa. To jest tak bardzo męskie! Oni przeżywają czyniąc, działając. My zatrzymując się i mówiąc, dlatego tak bardzo się nie rozumiemy. Jego „nieobecność” przy córce, była wyrazem najwyższej troski. Wiecie, dopiero ostatnio dotarło do mnie, dlaczego ten fragment jest tak ważny. W swoim braku pokory, do tej pory zawsze uważałam, że brak apostołów przy krzyżu był dowodem na ich bierność, strach i lenistwo…
Nigdy nie pomyślałam, że może to był ich sposób przeżywania. Może to wcale nie było tak, że stracili nadzieję, tylko przeżywali ból na swój męski sposób, działając nie przy Jezusie. Nie bez powodu pod krzyżem były tylko kobiety i Jan…
Dzięki Jezu, że potrafisz z każdego fragmentu wyciągnąć coś nowego. I dzięki, że głosisz człowieka, z każdą Jego wadą i słabością, że mówisz, że jesteśmy dobrzy, że kochasz i że każdy z nas zasługuje na miłość nie tylko Twoją, ale też innych.
Wspaniały jesteś, najdroższy.

W tej sytuacji przy starszej pani kryło się tez co innego… dwoje pozostałych praktykantów było studentami po pierwszym roku. Dziwnym zbiegiem okoliczności trafiłam do nich w tym dniu, by pomoc pielęgniarkom, ja – po piątym roku szukająca wrażeń bardziej „lekarskich” i poważnych i oni – świeżaczki cieszący się z każdego powierzonego zadania. Być może miałam przypomnieć sobie i zapamiętać na długo, po co ten nieustanny wysiłek, czasem wręcz nieludzka męczarnia nauki, który nigdy się nie kończy. O człowieka chodzi w tym wszystkim. Nie o zbiór punktów NFZ-tu, nie o ciekawy case, nie o własna satysfakcję. O człowieka. To może wydawać się głupie, że z czasem przestajemy zwracać na to uwagę, jednak tak po prostu jest.
Pomóż mi Kochany kochać ludzi takimi, jakimi są. Pomóż mi zawsze ich zauważać. I po prostu być.
❤️
